Showing posts with label THOUGHTS. Show all posts
Showing posts with label THOUGHTS. Show all posts

2016/12/11

ŚWIĄTECZNY NASTRÓJ?

D śpi, a ja planuję wykorzystać ten wolny moment na dodanie posta. Nawet nie wyobrażacie sobie jakie mam poczucie winy, że tak zaniedbałam bloga! Zdrowie szwankowało, ale plany były, że na pierwszego grudnia biorę się za siebie i posty będą systematycznie. Tak, tak. 10 dni później siedzę tutaj i zastanawiam się od czego zacząć. Uwierzcie mi lub nie, ale mój notatnik zapełniony jest listą z pomysłami na posty. Mam tyle wam do opowiedzenia. Muszę tylko to wszystko ułożyć sobie w głowie, zrobić konkretny plan i bam! 

Kochani, jak z klimatem świątecznym? W Szwecji śniegu nie ma i właściwie myśl, że wigilia prawdopodobnie będzie bezśnieżna wypłukuje ze mnie ostatki świątecznego nastroju. Smutne to. Uwielbiam święta i zazdroszczę wam, którzy mają biało za oknem. Jeśli chodzi o prezenty, to z dumą muszę powiedzieć, że w tym roku jesteśmy gotowi z prezentami wyjątkowo szybko. Niedługo na blogu pojawią się pomysły na prezenty, więc nie panikujcie jeśli jeszcze nic nie kupiliście. 


2016/10/10

ODLICZANIE DO POLSKI


9 dni. Dokładnie tyle zostało do naszego wyjazdu do Polski i wyobraźcie sobie, że ja już się częściowo spakowałam, no i zmusiłam D do spakowania. Po części zgoniłam to wszystko na nasz zaganiany tydzień, że nie będzie czasu, ale wszyscy wiemy, że tak naprawdę zdążyłabym się spakować dzień wcześniej. Cóż, lubię czuć ten klimat wycieczkowy. Skoro już jesteśmy w tym temacie, muszę wam powiedzieć, że dawno nie czułam się tak zmobilizowana i pozytywnie nastawiona do wyjazdu do Polski. Pamiętam, że zaraz po przeprowadzce do Szwecji ciągnęło mnie do ojczyzny i gdybym tylko mogła jeździłabym raz w miesiącu. Jednak później zanikła moja tęsknota. To znaczy, nie zrozumcie mnie źle, tęskni się zawsze, ale może nie w ten sam sposób. Dlatego też jestem bardzo zaskoczona tym, że do tego wyjazdu odliczam dni, a właściwie odliczamy z D. Myślę, że to on jest powodem dla którego wyjazd staje się dużo zabawniejszy w moich oczach.

To nie jest nasz pierwszy wyjazd do Polski razem. Rok temu byliśmy razem w Warszawie, a na początku wakacji wybraliśmy się do Stargardu, czyli miasta z którego pochodzę. Jednak czasu w Stargardzie nie mieliśmy za wiele, 5 dni, z tego jeszcze jeden dzień byłam chora. Tak więc ponownie powiem, że cieszę się na ten wyjazd, cieszę się, że będę mogła pokazać D ułamek mojej przeszłości. 


Czasami zastanawiam się jak to jest z tymi przeprowadzkami za granicę. Kiedy tak naprawdę zanika ta tęsknota do ojczyzny. Jest to powiązane z chwilą nauczenia się tego drugiego języka? Czy może z chwilą zdobycia przyjaciół? Może z chwilą stracenia przyjaciół z Polski? Czy może z chwilą znalezienia swojej miłości? W moim przypadku było to zdecydowanie nauczenie się języka oraz poznanie D. Tak mi się przynajmniej wydaje. Obie rzeczy w pewien sposób otworzyły mi oczy na kulturę szwedzką, zaczęła, ją tak jakby widzieć ''ich'' oczami. Zrozumiałam rzeczy, które wcześniej były dla mnie niejasne. Jeśli mieszkacie za granicą, jak wygląda/wyglądało to u was? Tęsknicie nadal za Polską?

2016/10/01

MIESZKANIE SAMEMU


Jak to jest mieszkać samemu? No jak to właściwie jest? Pamiętam, że kiedy byłam młodsza, myśl że kiedyś wyprowadzę się od moich rodziców i zamieszkam sama była taka nierealna i właściwie w pewnym stopniu przerażająca, jak ja sobie poradzę? będę przecież tęsknić? Nie będę czuć się samotna? Z pewnością nie samotna, w moim przypadku wygląda to tak, że mieszkam razem z moim chłopakiem, tak więc nie ma tutaj mowy o samotności. Mam do kogo się odezwać, mam kogo przytulać, mam komu się wygadać. Myślę, że znacznie trudniej byłoby przeprowadzić się samemu, bo w tym przypadku jesteśmy skazani na siebie samych. Czasami zastanawiam się jak to by było gotować obiad dla siebie samej lub też zasypiać samemu. Cóż, myślę, że dla wielu to tylko kwestia przyzwyczajenia. 

’’Powodzenia w mieszkaniu razem, zobaczymy czy zdacie ten egazmin’’
. I osoby które życzą nam powodzenia na myśli mają tutaj nie tylko kłótnie, które mogą zrodzić się znaczniej szybciej niż przy mieszkaniu osobno, ale też znudzenie się sobą. Aj, na ten temat mam dużo do powodzenia, bo praktycznie od poczęcia naszego związku dostawałam komentarze od ludzi, bo się sobą znudzicie, jak wy możecie spędzać ze sobą tyle czasu, bla bla bla. Jednym uchem wpuszczałam, drugim wypuszczałam, bo takie słowa słyszy się najczęściej od koleżanek terapeutek związkowych, które z poważnym związkiem nigdy nie miały do czynienia. Na początku starałam się wytłumaczyć, że mi i D taki układ odpowiada. Uwielbiamy spędzać czas razem, i nawet wtedy gdy mamy coś do zrobienia, to staramy się pomagać sobie nawzajem, ja chętnie pomogę D z jego ciężarówką (możecie sobie tylko wyobrazić jaka ze mnie kobieta masterkująca) , a on nie miał nigdy problemu pomóc mi z nauką, bądź też innymi rzeczami, które w innym razie musiałabym zrobić sama. Od roku mieszkaliśmy razem na dwa domy, kilka dni w tygodniu u D, kilka u mnie. Nie na własnym, ale mimo wszystko mogliśmy w jakiś sposób poczuć jak to jest ’’mieszkać pod jednym dachem’’. Nigdy, przenigdy nie naszła mnie myśl, że nudzę się D, nie. Coś takie po prostu nie ma dla mnie istnienia. Właściwie to szkoda mi ludzi, którzy nudzą się swoimi parterami. Przykre to takie. Sama miałam koleżankę, która powiedziała, że ona i jej chłopak nie mogą przebywać ze sobą więcej niż 24 godziny, bo później to już tylko irytacja, która nie prowadzi do niczego dobrego. Smutne to. Bo jakie taki związek ma szanse na przetrwanie, kiedy zdecydują się na przeprowadzkę razem, po 24 godzinach irytacja, po tygodniu szajba a po miesiącu wariatkowo. No ale już tak na poważnie, nie wydaje mi się, że kiedyś będę w stanie zrozumieć takie pary. Oczywiście mogę zgodzić się z faktem, że czas dla siebie jest ważny, ale jeśli mam być szczera to właściwie od początku brakowało nam z D czasu dla związku. Mieliśmy go zdecydowanie za mało (kilka godzin w tygodniu, być może dla innych byłby to ogrom czas). D miał prace, ja szkołe. Do tego dochodziły inne obowiązki. Czas dla siebie miałam w szkole, a D w pracy.

Dzielenie się obowiązkami -
 osoby które życzą nam zdania egzaminu, mają na myśli także obowiązki domowe. I tutaj powtórzę się i powiem, że ja i D mieszkaliśmy ze sobą przed naszą przeprowadzką ’’na swoje’’, tak więc dzielenie się obowiązkami nie jest dla nas niczym nowym. Nasza współpraca jeśli chodzi o gotowanie czy o sprzątanie jest nie do opisania, więcej myślę, że nie muszę się wypowiadać na ten temat. No może dodam, że oby dwoje jesteśmy pedantami. 

Przed przeprowadzką słyszałam o tym, że zazwyczaj po wyprowadzeniu z domu kontakt z rodzicami znacznie się poprawia. Myślę, że to prawda. Przede wszystkim zaczynamy znacznie bardziej doceniać się nawzajem. Zrozumienie, akceptacja i chęć pomocy. Dzięki przeprowadzce mogłam dostrzec jak bardzo mogę polegać na moich rodzicach, wiem, że zawsze mogę na nich liczyć i o wiele łatwiej jest mi teraz zrozumieć ich życiowe wybory niż wcześniej. Teraz kiedy sama muszę prasować, gotować, zmywać, prać, dopiero teraz zauważam w ilu rzeczach byłam wyręczana. Oczywiście nie chcę tutaj zabrzmieć jak rozpieszczony dzieciak, bo nawet kiedy mieszkałam w domu u moich rodziców, to gotowałam, prałam, miałam swoje obowiązki i nigdy nie miałam z tym problemu, z tym, że dopiero teraz zauważam, ile tego naprawdę jest. Ale ja uwielbiam zajmować się mieszkaniem, uwielbiam prać, prasować, także jest jak najbardziej okej! P
oza tym, codzienne telefony, bądź też odwiedziny sprawiają, że stajemy się sobie bliżsi niż wcześniej. Dziwne prawda?


Tak więc zbliżamy się do plusów i minusów mieszkania ’’samemu’’. Takim największym według mnie plusem jest bycie panem własnego losu. Kiedy mieszkałam z moimi rodzicami musiałam wiele razy iść na kompromis. Teraz decyduje o wszystkim sama (z D rzecz jasna). Meblowanie mieszkanie to też następny według mnie ogromny plus, wcześniej miałam tylko swój pokój, teraz mam szersze pole manewru. Lepszy kontakt z rodzicami o którym wspomniałam wcześniej to też bardzo pozytywna sprawa. Poczucie odpowiedzialności, no i takie prawdziwe wejście w dorosłe życie. Po większym zastanowieniu, nie widzę minusów związanych z wyprowadzką. Nie wiem być może powinnam zaczekać i wypowiedzieć się na ten temat po dłuższym czasie? 

2016/08/03

5 LAT W SZWECJI / 5 ÅR I SVERIGE


NIC W ŻYCIU NIE JEST NIEMOŻLIWE 

Tego nauczyłam się przez 5 lat pobytu tutaj w Szwecji. Pamiętam to jak dziś jak bardzo obawiałam się wyjazdu/ przeprowadzki do innego kraju. Nie wiem w jakim wieku jesteście wy, ale ja w każdym bądź razie byłam 15 latką. Miałam 15 lat i wydawało mi się, że opuszczenie mojej ojczyzny i zostawienie moich przyjaciół to najgorsza rzecz jaka mi się przytrafiła. Zgodziłam się na przeprowadzkę i niby wiedziałam na co się pisze, a mimo wszystko nie mogłam się z tym pogodzić. Przeprowadzka do innego miasta może być bardzo bolesna a co w sytuacji kiedy mowa o innym kraju? Ale wiecie co, wszystko leży w waszych rękach. To od was zależy jak wasza przyszłość się ułoży, jak szybko nauczycie się języka *o ile jeszcze go nie umiecie* i jak szybko poczujecie się komfortowo w innym kraju.

Jak wspomniałam, przyjechałam tu jako 15 latka, dzisiaj piszę do was jako 20 latka z milionem wspomnień i przemyśleń. Moje 5 lat w Szwecji to czas zmian, to egzamin dojrzałości, bo dojrzałością trzeba się wykazać, żeby przetrwać ten ciężki początkowy okres. Przy przeprowadzce tutaj nie umiałam ani jednego szwedzkiego słowa, a dzisiaj jestem w związku z D z którym komunikuje się tylko i wyłącznie po szwedzku. Granice stawiamy sobie sami, jak dla mnie wszystko jest możliwe. Jeszcze 5 lat temu nie pomyślałabym, że kiedykolwiek będę w stanie napisać pracę na 15 kartek po szwedzku, a jednak? Udało mi się. I Tobie też się uda.


Powiem wam szczerze, że jestem zszokowana jak czas szybko leci, minęło już 5 lat. To bardzo długo, moje życie obróciło się o 180 stopni. I to taka pozytywna zmiana. Nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłabym wrócić do Polski i to nie dlatego, że Szwecja stała się moim numerem jeden, to dlatego, że Szwecja stała się moim domem. Kiedy jestem w Polsce na wakacjach, tęsknie za ludźmi, tęsknie za sklepami. Takie samo uczucie towarzyszyło mi zaraz po przeprowadzce z Polski. Moje pierwsze dwa lata tutaj nie były ciekawe. Większość czasu poświęcałam szkole, moim celem było nauczenie się języka i robiłam wszystko co w mojej mocy aby móc w miarę komunikować się po szwedzku. Wiedziałam, że to pierwszy krok do tego, aby moje życie socjalne nabrało tempa.

Przed przeprowadzką może nam się wydawać, że wszystko będzie miód malina, ale najprawdopodobniej nie będzie. Bo trzeba liczyć się z tym, że na wszystko potrzeba czasu. Największą barierą dla nas jest język i to właściwie nauka języka pochłonie nam najwięcej czasu. Ten proces można oczywiście przyspieszyć, ważnym czynnikiem w nauce jest chęć, jeśli coś bardzo chcesz i dążysz do tego, osiągniesz to prędzej czy później. Pamiętam, że przed wyjazdem w głowie siedziało mi jedno pytanie ''ile zajmie mi nauka języka?''. Tego nie da się przewidzieć, bo każdy uczy się w innym tempie i każdy ma inne warunki. Dla mnie minusem był fakt, że nikt u mnie w domu nie rozmawiał po szwedzku, z językiem stykałam się jedynie w szkole. Nie miałam znajomych, którzy rozmawialiby po szwedzku, bo jak tez nawiązać jakąś więź z kimś kto rozmawia po szwedzku, jeśli nie umie się tego języka. Podsumowując, ja na początku skazana byłam tylko i wyłącznie na siebie. Wiedziałam, że jeśli nie wezmę się w garść i będę użalać się nad sobą to nigdy nie osiągnę mojego celu. Trzeba być zawziętym i być pozytywnie nastawionym do sytuacji. Jest jak jest, kiedyś będzie lepiej.

Moim plusem przy przeprowadzce był fakt, że byłam bardzo otwartą i pewną siebie osobą. Kiedy byłam młodsza uwielbiałam robić show wokół siebie, a może inaczej, uwielbiałam być w centrum uwagi. Wszystkie możliwe przedstawienia w szkole, pchałam się wszędzie. Nawet nie wyobrażacie sobie ile razy zgłaszałam się na przewodniczącą szkoły (nigdy nie wygrałam). Tak czy owak, nigdy nie byłam nieśmiała i moja pewność siebie, która niestety znacznie zmalała po mojej przeprowadzce, była ogromnym plusem. Dlaczego zmalała? No cóż, ciężko być pewnym siebie i swojego zdania kiedy brakuje nam słów i nie możemy wyrazić tego co byśmy chcieli. Moja pewność siebie wróciła, ale nie tak szybko, dopiero teraz po 5 latach mogę powiedzieć, że jestem w drodze do tego co miałam kiedyś. Tak więc, to był jeden czynnik, który przyczynił się się do mojego szybkiego zaaklimatyzowania się w Szwecji.


Inną rzeczą, która pomogła mi w zaaklimatyzowaniu się tutaj była czysta ciekawość. Nie znam nikogo innego kto by poświęcił tyle czasu na szukanie odpowiedzi co ja. Uwierzcie mi lub nie, ale ja 75 % mojego czasu poświęcałam rozmyślaniu i porównywaniu. Polska vs szwedzka kultura, jedzenie, szkoła, wszystko. Takie porównania i refleksje to coś bardzo pozytywnego, coś co bardzo wpływa na nasze nastawienie. Dzięki temu, że tak bardzo byłam zainteresowana kulturą w Szwecji, pomogłam sobie w rozumieniu pewnych rzeczy.

Znam wiele osób, którzy są bardzo negatywnie nastawieni do szwedzkiej kultury. Okej, zrozumiem, jeśli opowiesz mi dlaczego? I nagle cisza. Bo najlepiej być negatywnie nastawionym do czegoś o czym nie ma się pojęcia. Osobiście znam osoby, które mieszkają tutaj dość długo i mają zerowe pojęcie o kulturze szwedzkiej. Zadają się tylko z rodakami i tak naprawdę nigdy porządnie nie wbili się w szwedzkie społeczeństwo. Szwecji potrzeba dać szanse. Niektóre rzeczy trzeba po prostu zrozumieć. I tak, ktoś może mi tutaj zarzucić, że się zeszwedziłam, ale nie tak nie jest. Człowiek rozwija się całe życie i jakimi biednymi ludźmi bylibyśmy gdybyśmy nie uczyli się niczego nowego i nie próbowali niczego zmienić. Są rzeczy które uważam za plus w polskiej kulturze i są rzeczy które uważam za plus w szwedzkiej. Próbuję brać to co najlepsze bo mam taką szanse i szczerze mówiąc trochę szkoda mi ludzi, którzy tak bardzo zamykają się na szwedzką kulturę pod swoim narodowym kloszem. Nie zamykajcie się pod narodowym kloszem moi kochani, zgodzę się, że ważną rzeczą jest pamiętać skąd się pochodzi, ale skoro podejmujemy decyzje i przeprowadzamy się do innego kraju to powinniśmy dać z siebie wszystko, żeby czuć się jak w domu.

Rok temu na moim blogu pojawił się post o Szwecji, o życiu tutaj, o szkole, o rzeczach, które chciałabym wiedzieć przed wyprowadzką. Tutaj


INGET ÄR OMÖJLIGT 

Det har jag lärt mig under mina 5 år i Sverige. Jag kommer ihåg den känslan, hur orolig jag var när jag fick veta att jag skulle flytta utomlands. Jag vet inte hur gamla ni är, men jag var iallafall 15 år. Jag var 15 år och trodde att att lämna mitt land och vänner skulle vara det värsta som skulle kunna hända mig. Jag sa JA till att flytta så egentligen visste jag vad jag gav mig in på men ändå kunde jag inte acceptera det. Att flytta till en annan stad kan vara jobbigt, men vad händer om det handlar om ett annat land? Men vet ni vad, allt ligger i era händer. Hur eran framtid kommer se ut, hur snabbt ni kommer att lära er språket *om ni inte kan det än* och hur lång tid det kommer att ta för er att känna er bekväma i ett annat land. Allt beror på inställningen. 

Som jag nämnde, jag kom hit som en 15 årig tjej. Idag skriver jag till er som en 20 åring med massor av minnen och funderingar. Mina 5 år i Sverige har varit en tid av förändringar. Det var en tid där jag var tvungen att visa att jag var mogen, för man måste vara det för att gå igenom den svåra tiden i början. När jag flyttade hit kunde jag inte ett enda ord på svenska, idag är jag tillsammans med D och vi kommunicerar endast på svenska. Gränser sätter vi själva och för mig är allt möjligt. För 5 år sedan hade jag inte kunnat tänka mig att någon gång kommer jag klara av att skriva ett arbete på 15 sidor på svenska. Men jag klarade det. 


Jag måste erkänna att jag är chockad hur snabbt tiden går, det har redan gått 5 år. Mitt liv liv har vänt 180 grader och det är en positiv förändring. Jag kan inte tänka mig att någon gång skulle jag kunna flytta tillbaka till Polen och det är inte därför att Sverige har blivit mitt nummer ett, det är mer att Sverige har blivit mitt hem. När jag är i Polen, saknar jag folk, jag saknar affärer och gator här i Sverige. Jag upplevde samma känsla här i Sverige direkt efter jag flyttade från Polen. Vad sjukt, hur allt kan ändra sig efter bara 5 år! Mina två första år här har inte varit de roligaste. Jag har spenderat en stor del av min tid i skolan, mitt mål var att lära sig språket och jag försökte göra allt jag kunde för att kunna kommunicera på svenska. Jag visste att det var det första steget till att mitt sociala liv skulle ta fart.   

Innan man flyttar utomlands kan man tro att allt kommer gå så bra, men förmodligen så kommer det inte att bli så. Man måste räkna med att allt tar tid. Den största barriären för mig var språket och egentligen så är det det som tar mest tid. Man kan såklart försöka snabba på den processen, det viktigaste är viljan. Om man verkligen vill något och strävar efter det så kommer man uppnå målet, förr eller senare. Jag minns att innan flytten funderade jag på en sak ''hur lång tid kommer det ta att lära sig språket?''. Det kan man inte veta, för alla lär sig i sin egna takt och alla har olika förutsättningar. För mig var nackdelen det att ingen hemma hos mig pratade svenska. Skolan var det enda stället där jag kom i kontakt med det svenska språket. Jag hade ju inga vänner som pratade svenska. Det är inte så lätt att få kontakt med någon som pratar ett annat språk, om man själv inte kan det språket. Jag kunde bara räkna med mig själv i början. Jag visste att om jag inte tar tag i svenskan och om jag ska tycka synd om mig själv så kommer jag inte komma någonstans. Man måste vara envis och positivt inställd till situationen. Det är som det är, men det kommer att bli bättre någon gång. 

Fördelen när jag flyttade var det att jag var en väldigt öppen och självsäker person. När jag var liten älskade jag att få uppmärksamhet. Alla möjliga presentationer i skolan, jag var med på allt. Ni kan inte tänka er hur många gånger jag försökte att bli elevrådsordförande, haha. Jag har aldrig varit blyg och mitt självförtroende som har tyvärr minskat efter flytten var ett stort plus i början. Varför har mitt självförtroende minskat? Det är svårt att känna sig säker i sig själv och sina åsikter om man saknar ord. Det är hemskt om man inte kan uttrycka sig. Mitt självförtroende har kommit tillbaka men inte på en gång, först nu efter 5 år kan jag säga att jag är påväg att få tillbaka det jag hade förut. Så, ja självförtroendet var en av de sakerna som bidrog till att jag började trivas i Sverige så fort. 


En annan sak som hjälpte mig att känna mig bekväm i Sverige var min nyfikenhet. Jag känner ingen annan som skulle lägga så mycket tid på att leta efter svar som jag. Tro mig eller inte, men 75 % av min tid har jag tillbringat på att reflektera och jämföra. Polsk och svensk kultur, maten, skolan, allt. Sådana jämförelser är något positivt, något som påverkar våran inställning. Tack vore det att jag var så intresserad av den svenska kulturen har jag hjälp mig själv att förstå vissa saker.



2016/05/04

4 MAJ

Oj, wybaczcie mi nieobecność. Zniknęłam gdzieś pomiędzy sprawdzianami i innymi szkolnymi resztkami. Sporo w szkole, właściwie to został niecały miesiąc do zakończenia, a później to już tylko work,work,work. W sumie to się cieszę z D staramy się szukać powoli mieszkania. Nigdy nie pomyślałabym, że kupno/wynajęcie mieszkania w Szwecji będzie tak skomplikowane. 21 kwietnia skończyłam 20 lat, nawet nie wyobrażacie sobie jak ciężko przychodzi mi przyswojenie się tej liczby. To takie nierealne, że jak to? że ja? że 20? Kiedy byłam dzieckiem 20-latkowie byli dla mnie dorośli. Sama zaplanowałam sobie, że kiedy skończę 18 lat urodzę dziecko i wydaję za mąż. Halo, mam 20 lat na karku i jak na razie żadnych dzieci, wesele też nie planowane, w najbliższym czasie w każdym bądź razie, bo nawet jeśli mamy z D ochotę na dzidziusia, to nie mamy możliwości, tak jak wspomniałam, sprawa mieszkania to tragedia. W sierpniu stuknie mi 5 lat w Szwecji, halo przecież ja dopiero tutaj przyjechałam? Ale o moich 5 latach tutaj wspomnę w następnym poście.


Dzisiaj zaczyna nam się długi weekend, jakieś pół godziny temu wróciłam ze szkoły, D pracuję do 16, a później wyruszamy w podróż. Jeszcze nie zdecydowaliśmy gdzie. Próbujemy być spontaniczni, z reguły zachowujemy się jak staruszki, kładziemy się o 21, o 7 rano na nogach, żadnych imprez, dużo planów na przyszłość. Ale być może to nic złego? Ja nie czuje potrzeby imprezowania czy też picia alkoholu, D też nie. Kiedy nasi znajomi niedzielny ranek spędzają na kacu, my malujemy nasze krzesła kuchenne. I nie mamy z tym problemu. Każdy jest inny i każdy ma inne priorytety. Dla jednych imprezy to cały świat, dla innych nauka, a dla trzecich rodzina. Może jestem staromodna, ale jak dla mnie priorytetem jest założenie rodziny i ustatkowanie się. Cieszę się, że znalazłam kogoś kto ma identyczne podejście do życia.

2016/03/29

O ''PRZYJAZNI'' SLOW KILKA

Myślę, że część z was zgodzi się ze mną jeśli powiem, że w dzisiejszych czasach tak trudno o przyjaciela. Takiego prawdziwego przyjaciela od serca. W swoim życiu miałam już tak wielu ''przyjaciół'' i prawie za każdym razem zawodzili. Czy może ja popełniłam gdzieś błąd? Kiedy byłam młodsza tak łatwo było zdobyć przyjaciół, po pierwszej grze w gumę czy też chowanego byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Tak na prawdę to pierwsza lepsza napotkana osoba była dla mnie przyjacielem. Później po kilku latach grono do którego wliczałam moich przyjaciół zmniejszało się, w jakiś sposób próbowałam dążyć do znalezienia przyjaciela, któremu mogłabym zaufać w 100 %. Gimnazjum to czas który nazywam ''dzisiaj wróg, jutro bóg''. Sama wiem jak wiele osób spotkałam przez te 2 lata gimnazjum które spędziłam w Polsce. Wiecie co, z tych wszystkich osób została mi jedna. Jedna, która wiem, że zawsze mi pomoże, jedna, która trwała przy mnie przy mojej przeprowadzce, jedna na którą zawsze mogę liczyć.

Kiedy przeprowadziłam się do Szwecji myślałam, że wiem już tak wiele o przyjaźni, że nauczyłam się jak tego, że pewni ludzie są egoistami. A jednak. Dałam się nabrać po raz kolejny. Wstyd się przyznać, ale tak poświeciłam czas i energię osobie, która na to absolutnie nie zasługiwała. To takie smutne, że ludzie dbają tylko i wyłącznie o własny tyłek. Nie piszę tego, aby pomóc sobie, chciałabym żebyście byli świadomi tego, że nie tylko w waszym życiu było dużo zamieszania i nie tylko wy poświeciliście czas osobie, która nie wniosła nic pozytywnego do waszego życia, ja też miałam swoich egoistycznych przyjaciół. I kto wie, być może kiedyś jeszcze raz się na takich przejadę. Teraz po wielu rozczarowaniach, jest mi o wiele trudniej wpuścić ludzi do swojego życia. Wystarczy mi David i Maria. Taka mała rada dla was, jeśli macie osobę, której możecie zaufać i która jest tam i nie oczekuje niczego w zamian, starajcie się pielęgnować waszą przyjaźń. O takich przyjaciół jest trudno. 

2016/03/05

5/3 2016 SOBOTA

Już opowiadam co takiego się u mnie dzieję. Tak więc jak wiecie, ostatnio byłam zajęta pisaniem ''pracy maturalnej'', która jest już w 100 % skończona i zaliczona. Nawet nie wyobrażacie sobie jaką ulgę w tym momencie czuję. Trzy lata nauki nie poszły na marne. Powoli zaczynam rozglądać się za pracą, od razu po skończeniu szkoły planuję pracować a następnie rozglądać się za jakimś mieszkaniem. Rodzice doprowadzają mnie do szału! Oczywiście żartuję, z rodzicami jak najbardziej okej, bardzo cieszę się, że ja i D mamy możliwość ''mieszkania ze sobą''. Nasi rodzice nie mają nic przeciwko temu, że kilka dni w tygodniu mieszkamy u D i kilka u mnie. Z jednej strony uważam, że każdy powinien mieć taką szansę, takie niby mieszkanie ze sobą jest próbą przed prawdziwą przeprowadzką. Ile to ja historii słyszałam o parach, które zamieszkały ze sobą i nagle bum, rozstanie. Bo obowiązki, bo odpowiedzialność, bo życie się zaczęło. D pracuję więc można powiedzieć, że jest krok przede mną. Ja jeszcze się uczę, więc nie do końca wiem jak to jest z tym dorosłym życiem. Wiem, że mieszkanie ze sobą uczy odpowiedzialności i dzięki temu, że dostaliśmy szansę spróbowania jak to jest, będzie nam dużo łatwiej kiedy kupimy mieszkanie i zamieszkamy razem tak na ''poważnie''. Mieszkanie razem jest też próbą dla związku, mój związek z D stał się bardzo silny dzięki temu, że spędzamy ze sobą tak dużo czasu, rozwiązujemy razem problemy i próbujemy pomóc sobie nawzajem. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas i nie wyobrażamy sobie nie mieć możliwości przebywania ze sobą. W naszym przypadku było to tak, że D pracował bardzo dużo i ciężko było nam znaleźć wolną chwilę na zrobienie czegoś razem, na początku mieszkaliśmy ze sobą tylko w weekendy, później kilka dni w tygodniu, a teraz od ponad pół roku mieszkamy ze sobą siedem dni w tygodniu.


Zazwyczaj nie wypowiadam się publicznie o swoich uczuciach, ale skoro już weszliśmy na ten temat to chciałabym podzielić się z wami moimi przemyśleniami na temat związku. Recepty na udany związek nie ma. Są tylko wskazówki, którymi można się kierować. Choć uważam, że jeśli dwie osoby naprawdę się kochają to żadne punkt 1 zrób tak i punkt 2 nie rób tak, nie będą potrzebne. W związku jestem dopiero rok czasu, czyli żaden specjalista, wręcz przeciwnie niemowlak w pampersie. Rzecz jasna długość związku ma znaczenie, ale nie kluczowe. Często po kilku latach, kiedy czar pryska i rutyna zaczyna otaczać nasze dni, zapominamy o pielęgnowaniu naszego związku i bach. Dlatego ważnym czynnikiem w każdym związku jest spędzanie razem czasu, zrobienie czegoś dla drugiej osoby, rowery, wspólne gotowanie obiadu czy rozmowa. Ważne jest także aby pamiętać o potrzebach drugiej osoby, dążenie do tego, aby ta druga osoba była szczęśliwa, żeby budziła się i zasypiała z uśmiechem na twarzy. Żeby była szczęśliwa i żeby czuła się kochana. Miłość można także okazać poprzez wspieranie się w trudnych sytuacjach. Zmartwienie Twojej drugiej połówki powinno być też Twoim zmartwieniem, weź sprawy w swoje ręce i staraj się być najlepszym przyjacielem jakim tylko możesz być. Nie można też zapomnieć o zaskakiwaniu się nawzajem, nie musi być to nic wielkiego, mały bukiecik kwiatów czy ulubiona kolacja. Jeśli chodzi o kwiaty to każda okazja jest dobra. To drobny gest a sprawia, że kobieta czuję się wyjątkowa. Kwiaty są cudownym sposobem na okazanie miłości, bo czasami wyrażają one więcej niż słowa.


2016/01/04

NEW YEAR&NEW OPPORTUNITIES


NOWY  ROK = 365 NOWYCH MOŻLIWOŚCI.
Tradycją stało się już stawianie sobie noworocznych postanowień. Pierwszego stycznia 95 % ludności stawia sobie nowe cele i obiecuje sobie do nich dążyć. Nowy rok= nowa ja. Nic w tym złego nie ma. Dążenie do postawionych sobie celów jest jak najbardziej na tak. Z tym że, ja nigdy nie mogłam pojąć tego jak nowy rok ma nam w tym pomóc. Jeśli chcemy coś zmienić, możemy zacząć już dzisiaj. Czy nie mam racji? Największym ograniczeniem dla nas jesteśmy my sami. Tylko my możemy zmienić coś o czym od dawna marzyliśmy, tylko my. Rok to 365 nowych możliwości. Kluczem do osiągnięcia sukcesu jest wierzenie w siebie i danie sobie szansy. Dzisiaj chciałabym przestawić wam moje cele życiowe. Postawione dawno, pewnego marcowego dnia, czyli nic z nowym rokiem nie mają do czynienia.




PRZESTAŃ MYŚLEĆ O RZECZACH Z KTÓRYCH NIE JESTEŚ DUMNY..
W zamian spróbuj robić rzeczy z które będą kiedyś powodem do dumy. Jesteśmy tylko ludźmi, każdy z nas zrobił coś z czego nie jest dumny. Choć Tobie może się to wydawać czymś ogromnym, dla innych jest to najprawdopodobniej tylko drobnostka.


PRZESTAŃ PRZEBYWAĆ Z LUDŹMI KTÓRZY CIĘ OGRANICZAJĄ..

Chodzi o ludzi, którzy źle o Tobie mówią i powodują, że Twoja samoocena spada. Ludzie którzy negatywnie na Ciebie wpływają nie są Ci potrzebni. Oni są tylko ciężarem i kłódką przy nodze, która uniemożliwia Twoje możliwości. Skup się na sobie i na ludziach którzy wpływają na ciebie pozytywnie. Można byłoby tutaj przytoczyć ''Z kim przystajesz takim się stajesz'' w pozytywnej odsłonie, jeśli zaczniesz przebywać z optymistami, sam staniesz się optymistą. Więc pamiętaj aby wpuszczać do swojego życia jedynie osoby które będą nieść ze sobą szczęście.


PRZESTAŃ BYĆ NEGATYWNIE NASTAWIONY..

Nie bądź tym typem człowieka z którym ciężko jest przebywać. Ludzi negatywnie nastawionych do życia staram się unikać i nigdy nie chciałabym stać się człowiekiem zgnerą.


POSTARAJ SIĘ WYCIĄGAĆ WNIOSKI.. 

Nie ważne jakie głupstwo zrobisz, wyciągnij wnioski i ucz się na błędach. Uczymy się przez całe życie i to właśnie dzięki błędom, które popełniamy stajemy się mądrzejsi.


TRAKTUJ LUDZI TAK JAK SAM CHCESZ BYĆ TRAKTOWANY..

Staram się pomóc i szanować. Bo chcę być szanowana i chcę być ktoś wyciągnął do mnie pomocną dłoń w razie potrzeby.


ZMNIEJSZ OCZEKIWANIA..

Nie oczekuj zbyt wiele, ani od siebie ani od innych. Zbyt wysokie oczekiwania niosą za sobą rozczarowania. Lepiej jest nie oczekiwać niczego i zostać mile zaskoczonym.


NIE MÓW ŹLE O INNYCH..

Bo chyba nie chcesz by ktoś mówił źle o Tobie? Zanim powiesz coś złego o kimś, przemyśl i zastanów się czy to co mówisz ma sens, czy ty jesteś perfekcyjny i spróbuj postawić się w sytuacji osoby, którą oceniasz.


NIE NAŚLADUJ, INSPIRUJ SIĘ.. 

Różnica pomiędzy inspirowaniem się a kopiuj/wklej jest ogromna. Dość duża część osób nie widzi tego, jak bardzo widoczne jest to, że chcemy być kimś innym. Nie mamy pomysłu na siebie. To może działa na początku, ale nie na dłuższą metę. Ważne jest aby odnaleźć siebie i nie próbować udawać kogoś innego.

RÓB TO CO SPRAWIA ŻE JESTEŚ SZCZĘŚLIWY..
Spotykaj ludzi których kochasz, jedz ulubiony przysmak, wybierz się na zakupy, podróżuj, ryzykuj, rób dokładnie to co masz ochotę i co sprawia, że czujesz się szczęśliwy. Pamiętaj, żyjesz tylko raz.


OGRANICZ SWOJE NAŁOGI..

Niektóre nałogi mogą przyczyniać się do Twojej słabej samooceny, problemach w pracy/szkole lub w związku. Postaraj się ograniczyć nałogi, które nie mają pozytywnego wpływu na Twoje życie.


DOROŚNIJ..

Od 16-nastego roku życia za cel postawiłam sobie wyjście z tego nastoletniego buntu i starałam się zrozumieć dorosłych. Wmawiałam sobie, że staję się dorosła i muszę zacząć myśleć jak dorosły człowiek. Udało się, stałam się bardziej odpowiedzialna i wszyscy w moim otoczeniu stwierdzili, że stałam się całkiem inną dziewczyną. Jestem bardziej otwarta, staram się słuchać ludzi i ich rad, zanim coś zrobię - przemyślę to dziesięć razy, dbam o dobro rodzinny, chcę szczęścia moich najbliższych i bardzo zależy mi na dobrych wynikach w szkole. Bo to sprawia, że jestem z siebie dumna.


ZAUWAŻ MOŻLIWOŚCI..

Świat jest pełen możliwości, tylko że my ludzie, ich nie zauważamy. Ludzie, którzy naprawdę czegoś pragną wcześniej czy później osiągną swój cel. Najważniejsze jest się nie poddawać. Wierzyć w siebie i swoje umiejętności.





2015/09/07

7 SEPTEMBER

''Gdy żyjesz wspomnieniami jesteś martwy za życia''
Ładny cytat, znalazłam gdzieś w moim starym pamiętniku. W swoim krótkim, bo tylko 19-nastoletnim życiu, miałam okazję spotkać dość sporą ilość ludzi. Smutnych ludzi, wesołych ludzi, nieśmiałych, śmiałych, miłych, aroganckich, bezkonfliktowych i tych, którzy konfliktów szukali. Ludzi, którzy narobili trochę zamieszania i ludzi, którzy wnieśli do mojego życia kilogramy szczęścia. I wiecie co? Ludzie przychodzą i odchodzą. Gdybym miała rozpaczać za każdą osobą, która zniknęła z mojego życia, to chyba czasu by mi zabrakło. I zamiast rozpaczać, idę dalej, robię to co zawsze i dążę do postawionych sobie celów. Nie warto się rozpamiętywać i żałować. Przez dwa lata żałowałam mojej decyzji wybrania kierunku jakim jest barn och fritid czyli dzieci i czas wolny. Ale, to właśnie dzięki temu wyborze spotkałam cudownego człowieka z którym spędzić chcę resztę swojego życia. To smutne, że tak często jesteśmy negatywnie nastawieni do życia, skupiamy się na małych przeszkodach i nie zauważamy świata wokół nas, nie zauważamy możliwości i szans jakich daje nam życie. Nie warto przejmować się dniem wczorajszym. Po burzy zawsze wychodzi słońce. I choć czasami mamy wrażenie, że nie będzie lepiej, to uwierzcie mi, będzie.
Żyjemy w świecie przepełnionym nienawiścią, znaleźć przyjaciela godnego zaufania, to jak znaleźć igłę w stogu siana. Wszyscy sobie zazdroszczą i w myślach źle życzą. Tylko jaki sens jest w tym, aby przejmować się życiem kogoś innego? Skup się lepiej na swoim, żyj tak, abyś za kilka lat był dumny ze swoich osiągnięć, a nie z upadków kolegi z boku. Nie warto szukać akceptacji, bo zawsze znajdzie się ktoś, komu nie będzie podobać się to co robisz. Z odrobiną szczęścia trafisz na takich, którzy nie będą o tym głośno mówić, ale są też tacy, którzy są tak zdołowani swoimi własnymi porażkami, że będą wytykać palcami twoje błędy, tylko po to, abyś nie osiągnął więcej niż oni. To smutne i mówię to poraz kolejny, ale taka jest rzeczywistość i ja nic z tym zrobić nie mogę, poza tym, że staram się po prostu żyć swoim życiem i akceptować innych jakimi są. Cieszę z moich wyborów i staram się niczego załować. 



2015/08/25

22-23.08


Idealnie, że już wtorek. Piszę do was prosto z mojej 4 godzinnej lekcji, jako że dość szybko wyrobiłam się z zadaniem, pozwoliłam sobie na chwilę blogowania. Jak zwykle mam wyrzuty sumienia z powodu mojego minimalnego blogowania w ostatnim czasie. Instagram trochę nadrobiłam, chyba sami musicie przyznać, że w ostatnim czasie zasypywałam was zdjęciami? Przed chwileczką wypiłam kawę i czuję się jak nowonarodzona, no prawie jak zmartwychwstanie. Wczoraj, a właściwie dzisiaj zasnęłam o godzinie pierwszej w nocy, a pięć godzin później byłam już na nogach i z uśmiechem na twarzy szykowałam się do szkoły. Komiczne jest to jak wszyscy po kolei opowiadają o tym, że w tym roku biorą się za naukę, w tym roku nie ma bimbolenia i takie tam gadanie. Ojojoj, ja nigdy nie miałam takiego postanowienia, po prostu działam jak zawsze. Staram się zawsze być przygotowana i ogólnie rzecz biorąc ogarniać materiał na bieżąco, żeby później nie mieć potrzeby poświęcenia całego dnia na naukę. Z tymi szkolnymi postanowieniami jest trochę jak z postanowieniami noworocznymi, 90 % wymięka po pierwszym tygodniu, a 10 % próbuję przetrwać pierwszy semester (''próbuję'' hehe). Ja uważam, że jeśli zależy Ci na dobrych ocenach, to wystarczy tylko się przyłożyć i dążyć do celu i żadne ''w tym roku biorę się za naukę'' nie okaże się pomocne.

Sobota i niedziela. Dwa cudownie spędzone dni. Mieliśmy cudowną pogodę, w sobotę było 26 stopni, niedziela była jeszcze piękniejsza, bo aż 29 stopni! Pierwszy raz w tym roku ja i David wybraliśmy na opalanko, opalanko na skałach. Szwedzkie skały chyba nigdy nie przestaną mnie zachwycać, dla moich znajomych takie widoki są czymś normalnym, oni dorastali przecież w takim środowisku. Dla mnie to coś pięknego, za każdym razem muszę sfotografować te cudowne widoki. W 29 stopniową niedziele wybraliśmy się an wyspę Hönö. Płynęliśmy promem, zjedliśmy lody, a właściwie to David zjadł, ja wciągnęłam sałatkę z kurczakiem, zrobiłam dużo zdjęć i tak właśnie spędziłam tą cudowną niedziele. To była taka mała niespodzianka Davidowa.  













2015/07/03

YOU LOOK DISGUSTING


Rzadko wrzucam tutaj youtubowe filmiki, ale ten zmusił mnie do refleksji i mam nadzieję, że podobnie będzie z wami. To smutne i powiedziałabym, że nawet dołujące - dorośli ludzie chowający się za ekranem swojego telefonu, nie idealni, bo człowiek idealny się jeszcze nie urodził. Dorośli ludzie wypisujący takie rzeczy. Jasne, każdy ma prawo do wyrażenia własnego zdania, ale dlaczego w ten sposób? Chyba nigdy do końca nie zrozumiem idei hejtowania. Po części wnioskuję, że to jakiś sposób dowartościowania siebie. Wiele razy nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo nasze puste słowa mogą zranić drugiego człowieka. Naprawdę próbuję znaleźć jakiś powód dla którego ta dziewczyna została obrzucona takimi brutalnymi komentarzami. Czy świat nie byłby lepszy gdybyśmy czasami przemilczeli pewne rzeczy? Sama osobiście żyje z założenia, że jeśli mi się coś nie podoba to po prostu na to nie patrzę, nie komentuję, żyję dalej. To co najbardziej mnie poruszyło był fakt, że ludzie pisali takie obraźliwe rzeczy na temat jej cery i trądziku, który na pewno wystarczająco uprzykrza jej życie. Możliwe, że mogłabym zrozumieć takie komentarze na temat jej bluzki nie pasującej ze spodniami, ale halo? W tym przypadku chodziło o chorobę, nie zapominajmy, że trądzik jest chorobą skóry i to tak jakby naśmiewać się i hejtować osobę z zespołem downa. Mi osobiście zrobiło się smutno i wstyd za tą część społeczeństwa która dowartościowuję się na koszt innej osoby. Ludzie ci powinni zająć własnym życiem i przestać wytykać innym ich wady czy też popełniane przez nich błędy. Nikt z nas nie jest idealny, ani ja, ani ty i wiesz co Ci jeszcze powiem, nawet ona, ta którą uważasz za tak perfekcyjną, ona też nie jest idealna, ona też ma swoje wady. Uważam że w każdym w nas jest coś pięknego, nie każdy z nas został obdarowany piękną buźką i powinniśmy pamiętać, że to nie to jest najważniejsze. Moja mama zawsze mi powtarzała, uroda przemija i tak naprawdę później ważne jest to co mamy w środku, to jacy jesteśmy. Jak dla mnie ta dziewczyna jest bohaterką, odważyła się pokazać siebie bez makijażu, pokazała, że nikt nie jest idealny i przyjęła na ''klatę'' tysiące negatywnych komentarzy. Poświęćcie 3 minuty i obejrzyjcie ten krótki ale bardzo przemawiający filmik.


2015/06/17

POWRACAM - JA!


Jestem tak na siebie zła, zaniedbałam bloga stuprocentowo. Trochę a raczej w większości z braku czasu. Niewybaczalna przerwa. Ale mimo wszystko statystyki pokazują, że codziennie tu zaglądacie? Pytaliście o nowe posty, a ja mówiłam, że będą - a nic nie było. Brakowało mi motywacji do działania i szczerze mówiąc brakuję mi jej dalej. Jakiś czas temu odłożyłam wszystko na bok i teraz zaczynam myśleć, że czas pozbierać te wszystkie rzeczy. W czwartek mieliśmy zakończenie roku. Praktycznie do ostatniego dnia miałam dużo roboty. Sprawdziany i milion zadań, które mnożyły się z dnia na dzień. Myśl, że to moje ostatnie wakacje przeraża mnie. Nie mam pomysłu co chcę robić. Ale mam rok i mam nadzieję, że przez ten rok zabieram trochę pomysłów. Co się działo przez ostatnie miesiące? Jestem szczęśliwa, ale nie chcę nic zapeszać, bo wszystko jest takie świeże. Większość czasu spędziłam z moim szczęściem. Aż trudno uwierzyć, że w takiej sytuacji, moda, blog i inne rzeczy które były dla mnie tymi najważniejszymi zeszły na dalszy plan. Ale chyba tak to właśnie funkcjonuję, przychodzi czas w którym zaczynamy priorytetować inne rzeczy, inne wartości.

Jak wspomniałam zaczęły się wakacje, pierwszy raz w życiu rok szkolny minął mi tak szybko. Szczególnie ostatnie pół roku, mam wrażenie, że wczoraj był sylwester, dokładnie pamiętam moment w którym to poślizgnęłam się na lodzie i wylądowałam w błocie (w moim nowo kupionym płaszczu). Koniec wspomnień, czas na pogodę - narzekam i narzekać będę , bo mimo tego, że mamy lato, lata nie ma. Przynajmniej tutaj w Szwecji. 17 stopni to upał bo wyższych temperatur nie ma co się spodziewać. Chociaż nie, w piątek było 22 stopnie i był to najcieplejszy dzień w tym roku. No cóż, pozostaje mi trzymam kciuki za dobrą pogodę 25 czerwca, kiedy to ja i mój chłopak jedziemy do Stockholm'u. Chociaż nie jestem jakąś super fanką zwiedzania, to bardzo nie mogę się doczekać wyjazdu no i cieszę się, że będę mogła porobić troszeczkę zdjęć, bo szczerzę mówiąc nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam aparat w ręku. Będę cykać zdjęcia, oj będę.




Tak, mój instagram na dzień dzisiejszy jest prywatny, dlatego też odsyłam was tutaj http://klaudeg.vsco.co/grid/1 , gdzie możecie na bieżąco obserwować co się u mnie dzieje. Podsumowując mam dużo pomysłów na posty i trochę wolnego czasu, więc postaram się być systematyczniejsza i efektywniejsza. Mam nadzieję, że z wami wszystko okej :)





2015/04/27




27 april 2014
Myślę, zastanawiam się i dochodzę do wniosków. Za mało dzieje się w moim życiu. Potrzebuję zmiany. Zastanawiam się czy podejmuję dobre decyzje w życiu. Wszystko w tym momencie jest jakieś niewłaściwe. Od tygodnia jestem pełnoletnią Klaudią. Przez osiemnaście lat czekałam na ten moment. I oto nadszedł. Komiczne jest to, że przecież nic się nie zmieniło. Bo co miałoby się zmienić? Nie myśl tak. Jeszcze trzy lata temu spędziłaś swoje urodziny w Polsce i nigdy byś nie pomyślała że w swoje osiemnaste urodziny będziesz znajdować się w skandynawi, a co jeszcze dziwniejsze, że będziesz tam mieszkać. Trzy lata temu, przez 36 miesięcy dużo się zmieniło. Dużo się nauczyłam, ale czuję taką malutką pustkę. Czegoś mi brakuję. Czego?



27 april 2015Wyżej kawałek wpisu z mojego pamiętnika. Dokładnie rok temu. Tydzień po moich urodzinach. Jakieś głupoty, ale mimo wszystko trochę prawdziwie ukazujące pustkę mojego życia. Wtedy. Dzisiaj z uśmiechem na twarzy mogę powiedzieć, że moje życzenia urodzinowe, wigilijne, sylwestrowe i wszystkie inne się spełniły. Zdmuchując świeczki na torcie nie wiedziałam czego sobie życzyć . Mam wrażenie, że już wszystko mam. Choć to niekoniecznie kwestia posiadania. Mam szczęście, że mam to co najważniejsze.


2015/04/02

PASSENGER - GOLDEN LEAVES


A u mnie co? Dużo. Pewnie nie wspomniałam, ale ostatnie cztery tygodnie spędziłam na praktykach w przedszkolu. To już moje drugie praktyki w tym samym miejscu. Zimą spędziłam tam trzy tygodnie, a tym razem cztery. Stęsnikłam się niesamowicie za szkołą i zaczęłam doceniać swój plan lekcji. I nigdy, przenigdy nie byłam tak szczęśliwa z powrotu do szkoły. Wierzcie mi lub nie, nigdy więcej nie będę narzekać na szkołę. Muszę przyznać, że doznałam lekkiego szoku, gdy ostatnio zdałam sobie sprawę, że zostało TYLKO 10 tygodni do zakończenia roku szkolnego. Całkowicie nierealne to wszystko. Przecież niedawno były wakacje, a tu już drugie niebawem. Szok. Za oknem powoli zbliża się wiosna, przynajmniej na to się zapowiada. Mamy kwiecień, no halo? Pamiętam, że kilka lat temu w moje urodziny był upał, a że ja nigdy nie tracę nadzieje, liczę na to, że w tym roku sytuacja się powtórzy. Już nie mogę się doczekać dnia w którym wyjdę na balkon i będę mogła się opalać cały dzień. Za dużo szarości w ostatnich miesiącach mojego życia.

Całkowicie zakręcona i odcięta od rzeczywistości. Zdanie idealnie opisujące moje samopoczucie w tym momencie. Nic więcej nie powiem, jestem po prostu przeszczęśliwa. Trochę zaniedbałam pewne rzeczy, na blogu walnęłam post na trzy strony i na tym się skończyło, mój zawsze wysprzątany pokój wymaga GENERALNEGO sprzątania, ciuchy dokładnego przesortowania, książek nie ruszyłam od dobrych dwóch miesięcy, no i do miasta muszę się wybrać, bo szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy ostatnio coś kupiłam. Na instagram jestem ''w miarę'' aktywna, więc podczas mojej nieobecności tutaj, możecie zajrzeć tam.

Ostatnio siedząc i nie robiąc nic, zaczęłam liczyć ile to już nie było mnie w Polsce. Doszłam do wniosku, że niedługo będzie rok. Nawet nie wyobrażam sobie jak pozmieniali się moi znajomi, rok to bardzo długo. Dwanaście miesięcy wypełnione chwilami. Ja i moje życie zmieniło się diametralnie od mojego ostatniego pobytu w Polsce, tak więc podejrzewam, że podobnie będzie z innymi. W tym roku zdecydowaliśmy z rodzicami, że jedziemy tylko na dwa tygodnie. Muszę dokładnie zastanowić się nad tym, co chciałabym zrobić przez ten czas, co chciałabym kupić i gdzie chciałabym pojechać. Będąc tutaj w Szwecji, często słyszę jak ludzie opowiadają o tym jak przepiękny jest Kraków na przykład. Ups, pochodzę z Polski, ale nie miałam okazji być w Krakowie. Najwyższy czas, żeby tam pojechać i wyrobić sobie własne zdanie na temat tego miasta.



2015/02/22

SZWECJA MOIM OKIEM



Skandynawia a konkretnie Szwecja tematem dzisiejszego postu. Przypuszczam, że część z was wie, że od kilku lat mieszkam w Szwecji. Właściwie od momentu poczęcia tego bloga, dostawałam od was wiele wiadomości na temat życia tutaj. Były też komentarze z prośbami o ten post. Początkowo myślałam o filmiku, lubię gadać więc dlaczego nie? No ale z tym moim gadaniem to jest trochę tak, że lubię zbaczać z tematów i pewnie filmik byłby po prostu za długi. Tak więc będzie post! Miałam wziąć się za jego pisanie w wakacje, ale z wakacjami to jest tak, że wszystko odkłada się ''na jutro'' a później budzimy się pierwszego września i zastanawiamy się jak to się stało? 

W Szwecji mieszkam dopiero od trzech i pół roku. Właściwie nie wiem czy powinnam użyć słowa dopiero? (Ponad) trzy lata minęły jak 3 miesiące a w moim życiu zmieniło się bardzo dużo. Za każdym razem kiedy patrzę w kalendarz sama nie moge uwierzyć, że minęło już tyle czasu! Przyjechałam tutaj jako 15 latka, za dwa miesiące kończę 19 lat. Pamiętam jak wracając z treningu siatkówki, mama zapytała mnie o to czy chciałabym wyjechać do Szwecji? Pamiętam tylko to pytanie, a później pakowanie i wyjazd. Tak wylądowałam w kraju w kraju, w którym planuję ułożyć sobie życie. Muszę przyznać, że długo zastanawiałam się jak zabrać się do tego postu. Chciałabym umieścić w nim wszystkie informacje, ale znając życie zapomnę o połowie rzeczy, które chcę wam przekazać.
POGODA
Często narzekam na tutejszą pogodę, więc pomyślałam, że od niej zacznę. Każdemu Szwecja kojarzy się w inny sposób, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że wszystko sprowadza się do zimna. Tak właśnie kojarzymy sobie Szwecje, oczywiście zaraz po tym gdy wspomnimy o IKEI. Naturalnie w tych skojarzeniach jest trochę prawdy, ale bez przesady. To już nie ta Szwecja co kilkadziesiąt lat temu. Jest deszczowo, nawet bardzo, ale termometry wskazują tylko kilka stopni mniej niż w Polsce. Zdarzają się nawet dni, kiedy tutaj jest cieplej. Co prawda bardzo rzadko, ale na przykład w wakacje mieliśmy ponad 30 stopni, to naprawdę bardzo dużo jak na kraj skandynawski.
Zamierzasz przeprowadzić się do Szwecji? Kup kalosze, na pewno się nie zmarnują. W płaszcz przeciwdeszczowy też możesz zainwestować. Ja dopiero teraz, po trzech latach walk, ucieczek i chust na głowie, przemogłam się i zdecydowałam się na kupno płaszcza przeciwdeszczowego. Mam bardzo słabą odporność, dlatego też taka pogoda nie służy mojemu zdrowiu. Wystarczy jakiś mały deszczyk i lekki wiatr, a ja już leże z gorączką i w domu. Szwedzi są zdecydowanie bardziej odporni i też dlatego, bardzo rzadko chorują.
JACY SĄ SZWEDZI?
Zanim się tutaj przeprowadziłam, bardzo chciałam wiedzieć czym szwedzi różnią się od nas, polaków. Jacy są? Czy są zimni i zamknięci w sobie ludzie, czy może otwarci i pogodni? Myślę, że po prawie czterech latach tutaj, mogę się nieco wypowiedzieć na ten temat. Moim zdaniem szwedzi to bardzo pomocni i uprzejmi ludzie, ale niestety mniej towarzyscy niż my - Polacy. Możecie więc zapomnieć o pogawędce w kolejce do kasy czy codziennych wyjściach ze znajomymi. Jadąc tramwajem nie musicie się obawiać, że ktoś obok was usiądzie, no chyba że będzie do tego zmuszony brakiem wolnych miejsc. 

Szwedzi są spokojnymi i wrażliwymi ludźmi, którzy mają na wszystko czas. Ma być bezstresowo. I tak też właściwie jest. Często się uśmiechają i są bardzo życzliwi. W trakcie rozmowy głęboko wpatrują się w oczy osobie z którą rozmawiają. Z jednej strony może być to bardzo frustrujące, ale z drugiej strony wiemy że nie rozmawiamy ze ścianą i że osoba, której chcemy coś przekazać, rzeczywiście nas słucha. Nigdy nie myślałam o nas Polakach, jako o ludziach, jakoś specjalnie otwartych i odważnych. A jednak! Z tych cech możemy być zdecydowanie dumni. Nie mamy żadnych trudności w nawiązywaniu kontaktów, jesteśmy rozmowni i gościnni. Tych cech zdecydowanie brakuje spokojnym szwedom.
CO ZASKOCZYŁO MNIE PO PRZYJEŹDZIE?
Nie interesowanie się kogoś w życiem. Szwedzi interesują się wyłącznie tym co dotyczy ich. Gdybym miała taką ochotę, mogłabym w tym momencie wyjść do miasta w pidżamie i myślę, że nikogo by to nie zainteresowało. Za mężczyznami trzymającymi się za ręce, bądź za kobietą z różowym irokezem tez się nikt nie obejrzy. Za to właśnie uwielbiam Szwecję, za tolerancje, której zdecydowanie potrzeba więcej w Polsce. Zaskoczyły mnie też czyste ulice, drogi oraz zamiłowanie do przyrody. Zadziwiła mnie też tak zwana ''fika'' oraz to jak duże znaczenie dla szwedów ma ''fritid'' czyli czas wolny. 

FRITIDSport, a głownie na myśli mam, zajęcia po szkole, typu piłka nożna, koszykówka, taniec czy jazda konna. Tak zwany czas wolny, jest bardzo ważny dla szwedów. To znaczy, ważne jest aby dobrze go zadysponować. 90 % moich znajomych robi coś po szkole, jazda konna, taniec, siłownia czy koszykówka. Zabawne że, nawet mam przedmiot w szkole który nazywa się ' nauka o wychowaniu fizycznym oraz czasie wolnym''. Gdzie jak pewnie się domyślacie rozmawiamy o tym, jak najlepiej zadysponować swoim wolnym czasem. 

FIKA
Jeśli już mowa o czasie wolnym warto wspomnieć o czymś co nazywa się ''fika'', a w przetłumaczeniu to nic innego niż kawa i ciastko. Szwedzi uwielbiają fike. Fika tu, fika tam, na fike zawsze jest czas. Szwedzi uważają fike, za specyficzny fenomen Szwecji. Tu już nawet nie chodzi, o spotkanie się z przyjaciółmi w mieście na kawe. Fika to ważny element w pracy. Kiedy miałam praktyki, poza przerwą na lunch, mieliśmy 15- minutową przerwę na fike. Jeśli już opowiadam o tym szwedzkim zwyczaju, opowiem wam także o cynamonowych bułeczkach, które nazywają się ''kannelbullar''. Pełnią one role takich polskich pączków. Był taki okres, że jadłam je codziennie, teraz trochę mi już zbrzydły. Ale moja mama je uwielbia, więc praktycznie, zawsze są gościem w naszym domu. Popularne w Szwecji są także ''pepparkakor''. Pewnie znacie je z IKEI. Pyszne kruche pierniczki, które są bardzo popularne w okresie świątecznym. 

SKANDYNAWSKI STYL
Na pewno jeśli kiedykolwiek byliście w Szwecji, zwróciliście uwagę, na domki. Drewniane, czerwone domki. To chyba właśnie z tymi domkami, Szwecja kojarzy mi się najbardziej. Wszędzie ich pełno. Dzięki nim Szwecja ma taki magiczny klimat. Mimo że są takie proste, mają w sobie urok. Jeśli chodzi o mieszkania ludzi północy, to tak na pewno wspólnym mianownikiem jest biel. I to właśnie Szwecja przekonała mnie do białych mebli. Ale oczywiście nie wszystkie mieszkania wyglądają tak jak pokazuję nam to IKEA, czy modne czasopisma. Wiem, że wiele osób twierdzi że biel jest paskudna i szpitalna. Ale ja się z tym nie zgodzę, uwielbiam biel i nie wyobrażam sobie życia bez BIELI.

STYL UBIERANIA
O gustach się nie dyskutuje. Podobno. Ale ja się wypowiem. Według mnie w Szwecji jest bardzo dużo dobrze ubierających się kobiet, myślę, że znacznie więcej niż w Polsce. Mam nadzieje, ze nie brzmię jak bym chciała obrazić polskie kobiety? Bo oczywiście takiego zamiaru nie mam. W Polsce też jest BARDZO dużo dobrze ubierających się kobiet. Z dnia na dzień jest ich coraz więcej. A Szwecja nie składa się tylko z pięknie ubranych blondynek, bo tu jest także wiele kobiet, które nie przywiązują zbytnio uwagi do swojego wyglądu. Jednak szwedkom trzeba przyznać to, że umieją ubrać się odpowiednio do sytuacji. Po bułki do sklepu, wygodnie - w trampkach i bluzie, na kolacje w szpilkach i sukience. Nie odwrotnie! Zawsze kiedy jestem w Polsce i wychodzę na jakieś małe zakupy do supermarketu, jestem pełna podziwu dla wszystkich tych kobiet, które wędrują tam w szpilkach. Dla mnie osobiście wysokie buty to męka i nie wyobrażam sobie chodzić w nich na co dzień. Myślę, że kiedy nadużywamy noszenia szpilek, no cóż, wtedy tracą one swoją moc.
Szwedki mimo że ubierają się luźno i prosto, wyglądają elegancko. Wiele z nich inwestuje w markowe i dobre jakościowo ubrania. Obuwie, jak wspomniałam najlepiej trampki. Modnie i wygodnie. Z dodatkami nie szaleją, prosty zegarek, szalik i skromne kolczyki. Nie ma przesady, jest idealnie. 
Mężczyźni mają u mnie WIELKIEGO plusa za wygląd. Nie mogę powiedzieć, że w mojej szkole nie ma żadnego źle ubranego faceta, bo jest ich wielu. Ale takiego typowego ''dresa'' na pewno tutaj nie spotkacie. Ten styl króluje/ królował raczej w Polsce. Koszula, zegarek, jeansy i eleganckie buty lub ewentualnie conversy, tak mogłabym opisać przeciętnie ubranego szweda. I nie mówię tu o przesadnie obcisłych dżinsach i zbyt dopasowanej koszulce. Jest klasa. Mam szczęście, że mogę wybrać sobie ''męża'' wśród tak dobrze ubranych szwedów :))


PIENIĄDZE, ZAKUPY, CENYW Szwecji ubierzesz się niezależnie od zawartości portfela. Gdzieś tam pomiędzy moimi postami pojawił się komentarz, z pytaniem o to, czy zwykły płaszcz przeciwdeszczowy w Szwecji kosztuję 600 zł? Nie! Oczywiście, że nie. W sieciówkach są takie same ceny jak w Polsce. Czasami minimalnie się różnią, w zależności od kursu walut, ale mowa tu o max 20 zł. Oczywiście, jeśli mówimy o markowych sklepach, to tak, tam płaszcz przeciwdeszczowy może sięgać tych cen. Ale przecież w Polsce też mamy dużo markowych sklepów, gdzie ceny znacząco różnią się od tych z sieciówek. Różnica może być taka, że niestety niewielu Polaków może sobie pozwolić na zakupy w takich sklepach. Tutaj ze względu na większe zarobki, stać ludzi ubierać się w droższych sklepach. W Szwecji jednymi z najpopularniejszych sieciówek są HM, LINDEX, GINA TRICOT, ZARA,BIK BOK i CUBUS. O GT, wspominałam w kilku postach. Bardzo często kupuję tam ciuchy. Właściwie to jedyny sklep w którym kupuje jeansy. Zawsze idealnie pasują, są obcisłe i nie za długie. Takie jak powinny być. Lindex też jest fajny, mają bardzo ładną bieliznę. Wiem, że otworzyli go w kilku miastach w Polsce, z kolei GT dostępna jest tylko przez internet.

JĘZYK SZWEDZKI
Profsem nie jestem, bo jak wspominałam mieszkam tu dopiero 3 lata. Jednak mogę od razu powiedzieć, ze nie ma co się martwic gramatyką, bo jest naprawdę łatwa do opanowania. Jedną z zalet jest brak odmiany czasownika przez osoby. Ah, ile zaoszczędzonego czasu na wkuwaniu osobnego czasownika dla każdej osoby. Pozdrawiam osoby uczące się Polskiego :)

Troszeczkę gorzej jest z wymową. Moim zdaniem, jest dosyć trudna. Ponad rok uczyłam się wymawiać cyfrę 7 - ''sju''. Tak samo jeśli chodzi o hår, här, hör oraz har. Początkowo wszystkie cztery wyrazy, wypowiadałam w ten sam sposób. Teraz słyszę już tą różnice i na szczęście nie mam już tego problemu. Czasami pojawi się jakieś słowo, przy którym łamie sobie język, ale staram się ćwiczyć jego wymowę tak często jak to możliwe i zazwyczaj udaję mi się to jakoś ogarnąć.


SYSTEMBOLAGET
Monopol na sprzedaż alkoholu powyżej 3,5 % w Szwecji posiada tylko systembolaget. W moim miasteczku jest tylko jeden taki sklep. Możecie sobie wyobrazić ile więc alkohol tutaj kosztuje.. Warto też dodać, że dopiero po skończeniu 20 lat, można zrobić tam zakupy. Dla tych pełnoletnich (ale nie pełnoletnich według systembolaget ) zostaje alkohol poniżej 3,5 % dostępny w marketach typu ICA itp ( coś jak TESCO). Poza tym sklep otwarty jest w godzinach takich jak inne sklepy na przykład odzieżowe. W tygodniu macie czas do 18, w sobotę alkohol do 15, a w niedziele? No właśnie, w niedziele jesteście bez alkoholu, bo jest nieczynne.



SZKOŁA
Zacznijmy od początku. Kiedy przyjechałam do Szwecji, zostałam przydzielona do klasy, w której uczyłam się podstaw języka szwedzkiego. Alfabet, cyfry, krótkie zdania itp. Po trzech miesiącach zostałam przeniesiona do ''szwedzkiej'' klasy. Początkowo chodziłam na pojedyńcze lekcje, takie jak matematyka, gotowanie, szycie, plastyka. Krótko mówiąc – lekcje, na których nie było dużo do zrozumienia. Później dodawano mi więcej lekcji, po 8 miesiącach mój plan lekcji wyglądał mniej więcej jak plan moich znajomych z klasy. Nie będę was okłamywać, że było łatwo, bo nie było. Ale ja od początku byłam nastawiona, że na to że, będzie ciężko. Próbowałam się nie załamywać. Oczywiście, tęskniłam za przyjaciółmi i szczerze mówiąc dalej tęsknie. Bo nie da się tak po prostu zostawić za sobą całego życia. Mój świat obrócił się o 180 stopni i jeśli planujecie przeprowadzić się do innego kraju, przygotujcie się na to, że z wami prawdopodobnie będzie podobnie. Jednak powiem wam jedno, na pewno będzie warto. Ja przyjeżdżając tu, nie umiałam nawet jednego słowa po szwedzku, dzisiaj mieszkam tu już ponad 3 lata i nie mam problemu z językiem. Nie żałuję, bo choćbym kiedyś zdecydowała się wrócić do Polski, zabiorę ze sobą zdobytą wiedzę oraz dodatkowy język. 

System oceniania wygląda nieco inaczej niż w Polsce, tutaj oceny są od A do F. Gdzie A jest tą najwyższą, a F najniższą oceną. W Szwecji podstawówka składa się z 9 klas, czyli nie ma tutaj czegoś takiego, jak gimnazjum. Po skończeniu 9 klas, idziemy do liceum/ technikum, które nazywa się ''gymnasiet''. Lekcje w Szwecji nie trwają 45 minut. Oczywiście, może się tak zdarzyć, ale według szwedów, 45 minut to bardzo mało i nie da się zbyt wiele zrobić przez tak krótki odcinek czasu. Niektóre moje lekcje trwają godzinę, inne półtora. Wszystko zależy od przedmiotu. W Szwecji, a przynajmniej w mojej szkole, nie ma dzwonków. Ale to całkiem zrozumiałe, kiedy każda klasa, kończy swoje lekcje w innym czasie. Trzeba naprawdę dobrze pilnować zegarka, żeby nie spóźnić się na lekcje. Jeśli chodzi o przerwy, to także nie ma jakiś określonych czasów. Do dziś pamiętam, przerwy w Polsce. Na 5- minutówkach, czasami nie zdążyłam przemieścić się z klasy do klasy. Tutaj przerwy trwają minimalnie 10 minut, czasami 20 lub 30, a przerwa na lunch od 40 minut do półtora godziny. Jedzenie dostajemy za darmo. Nie ma co narzekać, bo złe nie jest. Jak są hamburgery, tacos lub hot dogi to jest świetnie, są też dni kiedy jest jakaś niezjadliwa zupa, ale to nie zdarza się często. 

Szwedzi uwielbiają prezentacje ustne. W pierwszej klasie miałam je tak często, że teraz nie robią już na mnie większego wrażenia. Oczywiście, wszystko po to aby pomóc uczniom przełamać stres. Szczerze mówiąc, nigdy w Polsce nie miałam problemu z prezentacjami ustnymi w szkole. Aczkolwiek, co innego jest gdy, masz mówić w języku szwedzkim (którego uczysz się dopiero od trzech lat) przed gronem szwedów, a co innego kiedy mówisz w swoim języku ojczystym. No ale, jakoś dałam radę i jak już mówiłam, przyzwyczaiłam się już tego. Nie wiem czy wiecie, ale w Szwecji wszyscy zwracają się do siebie po imieniu, tak więc my – uczniowie, do nauczycieli także mówimy na TY. ''Szkoła jest darmowa'' i to zdanie ma tutaj sens. Bo, idąc do szkoły nie jesteś zmuszony wydać tysiąca złoty na książki oraz dwóch stów na przybory szkolne. W Szwecji dostajemy to wszystko, za darmo, ze szkoły. Do 9 klasy, książki, długopisy, ołówki, gumki, dosłownie wszystko jest za free. Po skończeniu 9 klasy, musimy sami kupić zeszyty i długopisy, jednak nie jest to jakiś duży wydatek, tym bardziej, że zeszytów nie używamy praktycznie w ogóle. Notatki, zadania oraz większość sprawdzianów robimy na komputerach, które też dostajemy od szkoły.


Jestem Polką i jestem z tego dumna. Nigdy nie zapomnę skąd pochodzę. Jestem szczęśliwa tutaj, ale jadąc do Polski, wciąż czuję się jak w domu. Miasto, ludzie, twarze które znam od urodzenia. Przyjechałam tutaj w wieku 15 lat, więc na pewno jakaś część mnie tęskni za tym co było kiedyś. Uważam, że 15 lat to ostateczny wiek na przeprowadzkę za granicę. Czym starsi jesteśmy, tym ciężej jest się zaaklimatyzować i wbić w towarzystwo. Nikomu nie jest łatwo zostawić swoich przyjaciół, dom i dotychczasowe życie. Ciężko jest tak po prostu wskoczyć w całkiem inne środowisko. Zdarzają się dni kiedy wspominam i tęsknię, ale w ostatnio czasie dzieje się to bardzo rzadko. Mieszkam tutaj, mam tutaj swoich przyjaciół, rodzinę i życie. Mam nadzieję, że tutaj znajdę miłość i że to właśnie tutaj moje dzieci będą dorastały. 

Wiem, że się rozpisałam. Ale szczerze mówiąc, miałam taki zamiar. Chciałam powiedzieć wszystko i tak też się chyba stało. Nie wspomniałam o kuchni, ponieważ na to potrzeba osobnego posta. Mam nadzieję, że po przeczytaniu wasza wiedza na temat Szwecji się trochę poszerzyła.